privacy sandbox

Google pracuje nad nową polityką prywatności. Czy można zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko? Google twierdzi, że potrafi

5
(48)

Pliki cookie, piksel konwersji i inne techniki – istnieje wiele sposobów na sprawdzanie naszej obecności w sieci. Google niejednokrotnie był oskarżany o szpiegowanie użytkowników i naruszanie ich prywatności (głównie przez przeglądarkę Chrome), jednak teraz chce pokazać, że dba o prywatność internautów. Ba! Justin Schuh, Dyrektor ds. Inżynierii Chrome w komunikacie twierdzi, że będzie to teraz nadrzędna wartość dla Google’a. Miały już rozpocząć się prace nad Privacy Sandbox, czyli nowym standardem ochrony naszej prywatności w Internecie. Ciężko obecnie mówić o szczegółach, jednak sama narracja może wydawać nam się trochę dziwna. Google jest przecież właścicielem AdSense – największej internetowej sieci reklamowej, która generuje ogromną ilość przychodów. Więc jak to jest – zjeść ciastko i mieć ciastko? Ciężka sprawa.

Google na razie rozmawia z dostawcami i chce organizować konsultacje, aby wypracować sposób na ochronę prywatności, lecz tak, żeby istniała możliwość identyfikowania internautów przez sieci reklamowe. Cóż, większość z nas zapewne ma podobne odczucia.

Google nie ukrywa, że ich działania cały czas dążą do tego, aby reklamy nadal były odpowiednio targetowane pod użytkowników, lecz udostępniane przez nich dane reklamodawcom i stronom internetowym były zminimalizowane. Chcą to zrobić poprzez anonimowe agregowanie informacji o użytkowniku i przechowywanie tych danych w dużej mierze tylko na urządzeniu. Justin Schuh twierdzi, że blokowanie cookie zachęca do niezbyt jasnych praktyk (z tym akurat w pełni należy się zgodzić).

Nie można zapomnieć, że w ostatnim roku Google rozpoczął ciężką walkę z twórcami dodatków ograniczających śledzenie. Teraz przyszedł odwrót i chcą się z nimi dogadywać. Skąd taka nagła zmiana frontu? Sprawa wydaje się dość jasna. Niedawno Apple ogłosił, że ma zamiar blokować wszystkie metody identyfikacji internautów przez sieci reklamowe na poziomie silnika WebKit. Inspiracją dla nich miał być Firefox, który nad podobnymi praktykami pracuje już od dłuższego czasu. Google musiał zdać sobie sprawę, że tylko Chrome nic nie robi w sprawie blokowania śledzenia.

Spora część użytkowników nie do końca wie jak działają pliki cookie i czym są trackery. Najbardziej podstawową informacją, która może zostać zamieszczona w ciasteczku, jest fakt odwiedzin użytkownika na stronie – internauta jest rozpoznawany za pomocą adresu IP. Obecnie trackery gromadzą o nas nie tylko dane dotyczące odwiedzin strony czy przeglądarki, ale także bardziej zaawansowane informacje. Takie działania zmniejszają poziom bezpieczeństwa i anonimowości w Internecie. Ograniczenie plików cookie oraz trackerów ma to zmienić, a jednocześnie reklamy mają pozostać równie dokładnie spersonalizowane jak obecnie.

Google chce skupić się na optymalnym rozwiązaniu – zagwarantowaniu maksymalnej prywatności i jednoczesne zapewnieniu reklamodawcom zysków na dotychczasowym poziomie. Czy rzeczywiście takie rozszerzenie przyniesie oczekiwane rezultaty? Nie wiadomo. Schuh zapewnia, że ilość danych, jakie będą wymieniać między sobą strony i reklamodawcy, powinna dzięki temu zostać ograniczona do minimum.

Ciężko sobie wyobrazić w jaki sposób chronić użytkowników przed śledzeniem, będąc beneficjentem największej internetowej sieci reklamowej AdSense. Przecież Apple czy Mozilla chcą chronić swoich użytkowników właśnie przed działaniami Google’a. Trudno powiedzieć jak to się skończy, ale możemy być pewni, że szykują się duże zmiany.

Podobały Ci się te informacje?

Oceń nas!

Średnia ocena: 5 / 5. Liczba głosów: 48

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten post.

Leave a comment