Facebook jednak nie do wszystkiego. Na czym polega zamieszanie związane z nazwą nowego lodowiska?

Niedawny przypadek w Bydgoszczy pokazuje, że władze miasta powinny szczególnie uważać podczas korzystania z mediów społecznościowych. O ile tego typu forma komunikacji z mieszkańcami jest potrzebna, to podejmowanie decyzji w sprawach ważnych dla miasta przy pomocy Facebooka jest niezwykle nieodpowiedzialną decyzją.

Na czym więc polega całe zamieszanie z głosowaniem nad nazwą nowego lodowiska?

Torbyd był legendarnym lodowiskiem w Bydgoszczy, funkcjonującym od 1959 do 2004 roku. Przez wiele lat toczyła się debata na temat budowy nowego krytego obiektu. Kiedy w 2016 roku definitywnie rozebrano stary Torbyd mieszczący się przy ulicy Chopina, rozpoczęła się budowa lodowiska w Parku Centralnym przy hali widowiskowo-sportowej „Łuczniczka”.

Inwestycja rośnie w oczach, więc przyszedł czas na wybranie odpowiedniej nazwy. Władze miasta stwierdziły, że najlepiej będzie, jeśli zdecydują o tym sami mieszkańcy. Rozwiązanie wydaje się słuszne, jednak realizacja pozostawia wiele do życzenia. W poniedziałek ratusz ogłosił nową nazwę, lecz następnego dnia wycofano się z wcześniejszych deklaracji. Jak to się stało? Osoba decyzyjna postanowiła przeprowadzić głosowanie nad nową nazwą przy pomocy… Facebooka. Należy przyznać, że nie był to trafiony pomysł, ponieważ takim głosowaniem można łatwo manipulować (o czym można było przekonać się podczas głosowań nad nazwami ulic w związku z ustawą dezubekizacyjną). Pomysł był prosty – z 15 nazw Bydgoszczanie mieli przegłosować „lajkami” najlepszą propozycję.

Na samym wstępie pojawia się pytanie: w jaki sposób Bydgoszczanie mieli podjąć tę decyzję, skoro dostęp do tego mieli wszyscy użytkownicy? Kolejny zarzut, który padł w kierunku organizatorów, to ogromna ilość fałszywych kont, które brały udział w głosowaniu. Ostatecznie wygrała nazwa „Kryształowa Arena”. Z niemal 3 tys. głosów otrzymała ona 1,2 tys. Niestety nie ma możliwości weryfikacji tych głosów. Przypuszcza się, że taki wynik wygenerowano przy pomocy botów, które kupują “lajki”. Kluczową sprawą jest fakt, że pomysłodawca zwycięskiej nazwy miał otrzymać voucher w kwocie 1 tys. zł na zakup sprzętu sportowego.

W związku z powyższymi zarzutami, miasto wydało specjalne ogłoszenie:

W związku z napływającymi do nas licznymi wątpliwościami o możliwości niezgodnego z zasadami wpływania na wynik głosowania informujemy, że wybór nazwy lodowiska zostanie powtórzony. Niestety, z poziomu administratora profilu miejskiego na Facebooku nie mamy możliwości weryfikacji przedstawionych wątpliwości. Nowa nazwa lodowiska będzie funkcjonowała przez lata, dlatego nie chcemy, by już na tym etapie towarzyszyły wątpliwości związane z jej wyborem“.

W takiej formule, w jakiej zdecydowano o nowej nazwie, musielibyśmy wierzyć, że „lajki” są wyznacznikiem prawdy. Ta perspektywa wywołuje jednak ciarki na plecach. Sprawa jest o tyle ciekawa, że przecież całe zamieszanie było łatwe do przewidzenia. Podatność takich głosowań na manipulacje jest ogromna.

Głosowanie zostanie powtórzone, tym razem poprzez aplikację internetową, z której mieszkańcy korzystają m.in. podczas konsultacji społecznych i Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego. Jest to sprawdzona platforma, która pozwala na weryfikację głosujących przy pomocy numeru PESEL.

Sprawa zdobyła niezwykłą popularność ze względu na niedawne pogłoski o projekcie ustawy, która miała wprowadzać możliwość oceny internautów czy dana treść jest prawdziwa. Miałoby się to odbywać właśnie przy pomocy głosowania lub wypełnienia formularza. Nie wiadomo jednak, kto miałby to wszystko weryfikować. Głównym powodem tych pomysłów jest chęć walki z hejtem, fake newsami i agresją w cyberprzestrzeni. Przykład Bydgoszczy pokazał, że głosowanie nie jest dobrym pomysłem.

Nie chodzi o szkalowanie osób decyzyjnych ws. głosowania nad nazwą nowego lodowiska, lecz należy przyznać, że komuś zwyczajnie zabrakło wyobraźni. O ile Facebook daje ogromną możliwość dotarcia do dużej ilości osób, to załatwianie tego typu spraw przy pomocy portalu społecznościowego, gdzie funkcjonuje ogromna ilość fałszywych kont, a wszystkie głosowania są podatne na manipulacje, jest również sporym błędem wizerunkowym dla miasta.

Należy mieć nadzieję, że jest to ostatnia tego typu wpadka. Strach pomyśleć, co działoby się, gdyby internet sam miał decydować o prawdziwości pojawiających się w nim materiałów.

Damian Borucki

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
wpDiscuz